Dojrzały las i jego skarby – rozmowa z Łukaszem Łuczajem

Dojrzały las i jego skarby – rozmowa z Łukaszem Łuczajem

 

W związku z rozpoczęciem działań ochronnych dojrzałych lasów i startem projektu Połączona Puszcza Polska rozmawiamy z prof., dr hab. Łukaszem Łuczajem, wybitnym botanikiem i znawcą ekosystemów leśnych.
Naszym tematem przewodnim są lasy dojrzałe, czyli te, które nie tylko wyglądają jak las, ale faktycznie funkcjonują jako skomplikowane
i trwałe ekosystemy – pełne połączeń, starych drzew, martwego drewna i bogatego zespołu gatunków. Lasy dawne, lub lasy z jak największym stopniem różnorodności biologicznej to dokładnie te, które staramy się obejmować ochroną w Połączonej Puszczy Polskiej.

W dyskusji poruszamy kwestie języka, edukacji, braków działań systemowych. prof., dr hab. Łuczaj tłumaczy m.in., dlaczego małe enklawy starych drzew i sieć starodrzewów w krajobrazie mogą mieć większe znaczenie dla bioróżnorodności niż rozległe monokultury.

Zapraszamy do lektury opinii naukowca na temat wyzwań ochrony cennych fragmentów dzikiej przyrody, które działają jak biologiczne kapsuły czasu, ale także typów siedlisk, których mamy w swoim krajobrazie coraz mniej.


LNZ: Las – mówimy, gdy opisujemy rosnący za domem monokulturowy bór, ale też lasem nazwiemy dojrzałe i w dużym stopniu naturalne ekosystemy. Czy to nie aby za pojemne słowo? Może warto by było do języka polskiego wprowadzić pewne rozgraniczenia? Mamy m.in. lasy gospodarcze, mamy starolasy – czy to rozgraniczenie wystarczy? A może takie już funkcjonują, tylko potrzeba edukacji?

ŁŁ: Po pierwsze zapomnieliśmy o odróżnieniu lasu i boru. O lesie mówimy, gdy opisujemy las liściasty, stąd też nazwa leszczyna, czy orzech laskowy. Bór to inaczej las iglasty. W języku chorwackim bór oznacza sosnę, czyli tam to rozróżnienie się zachowało. Natomiast szuma – znaczy las. U nas mówi się, że las szumi, bo charakterystycznie szumią właśnie lasy liściaste. 

To czego mi brakuje w naszym języku, to zwracanie większej uwagi na pojęcie „las dawny”. Termin ten pochodzi od brytyjskiego terminu „ancient forest”, wprowadzonego przez ekologa George’a Peterkena. Zauważył on, że w lasach, które od zawsze, od wielu setek lat były na mapach lasami jest pewne zestawienie gatunków roślin, których często brakuje w lasach utworzonych na glebach porolnych. W Polsce oczywiście wielu ekologów już to wie i nawet powstały pierwsze publikacje na ten temat, ale ogólnie nie funkcjonuje to jeszcze w przestrzeni społeczno-publiczno-ekologicznej. Mówi się, że pewien las jest bogaty w gatunki, inny ubogi, a to często wynika właśnie z faktu, że ten ubogi las to taki, który był kiedyś polem uprawnym, nawet przez jedno pokolenie.

„W lasach, które od zawsze, od wielu setek lat były na mapach lasami jest pewne zestawienie gatunków roślin, których często brakuje w lasach utworzonych na glebach porolnych.”

Wiele gatunków leśnych ma kłopoty z migracją i czasem nie potrafi nawet przeskoczyć 30 czy 100 metrów przez okres setek lat. W polskich warunkach można opracować taką listę gatunków wskaźnikowych dla lasów dawnych. Dla laika, takie gatunki lasów dawnych to przykładowo: zawilec gajowy, śnieżyczka przebiśnieg, miodunka ćma, kokorycz pełna i pusta, czy pierwiosnek wyniosły i lekarski. Niektóre z tych gatunków co prawda rosną także na łąkach i murawach, ale właśnie tych, które nie były orane, które nie były intensywnie użytkowane, więc tutaj ich występowanie się nie wyklucza.

LNZ: Czego brakuje panu w polskiej przyrodzie najbardziej?

ŁŁ: Po pierwsze brakuje mi wypasu. W latach 60.tych XX wieku zakazano wypasu w polskich lasach dlatego, że rzeczywiście nadmierny wypas niszczy roślinność leśną. Natomiast w tej chwili tego wypasu nie ma w ogóle i brakuje roślinności typowej dla pastwisk leśnych.

Okazuje się, że utrzymanie krajobrazu tylko w sieci – las albo – nie las, gdzie przez – nie las rozumiem łąkę kośną, pastwisko, czy pole uprawne orne nie wyczerpuje wszystkich możliwości flory. Są gatunki przywiązane do luźno zadrzewionych terenów i te właśnie tereny, które były wypasane, zniknęły. W konsekwencji pewne gatunki stały się po prostu rzadsze. W takich terenach na przykład chętnie rosła sasanka, (zawilec wielkokwiatowy a nie gajowy, to dwa różne gatunki). Zawilec wielkokwiatowy w tej chwili występuje głównie na suchych murawach, a kiedyś rósł także w takich właśnie luźnych i suchych lasach. Brakuje mi w polskim systemie prawnym, a także w systemie dopłat pastwisk leśnych i łąk leśnych. Powinno się wspierać właśnie zadrzewione łąki, zadrzewione pastwiska. To wymyka się z kartezjańskiego, geometrycznego modelu działek, które są albo lasem, albo łąką. Bardzo często najciekawsze fragmenty to właśnie te, które nie są ani lasem, ani łąką, ani zarastającą brzeziną z nawłocią.

„Powinniśmy stworzyć sieć starych drzew w lasach. Czyli niekoniecznie cały las musi być stary, ale po prostu w krajobrazie leśnym powinno się chronić pojedyncze drzewa.

LNZ: Czego brakuje Panu w polskich lasach?

ŁŁ: W polskich lasach brakuje mi dużych starych drzew. Brakuje mi tego, że drzewa mogą dożyć swojego wieku. Oczywiście dużo się o tym mówi, ale mniej się robi. Ilość martwego drewna jest także bardzo niska w lasach. O tym także się sporo mówi i uważam, że Lasy Państwowe robią za mało żeby tego martwego drewna było więcej. Jak chodzimy po przeciętnym lesie, to martwego drewna jest tam znikoma ilość. Kiedyś uważano jego obecność za marnotrawstwo, ale z punktu widzenia zwiększania ilości biotopów i ilości organizmów, które mogą w lesie funkcjonować, zwiększenie ilości martwego drewna jest bardzo naglące.

LNZ: Obecnie w Polsce jest około 14% lasów w wieku około 100-120 lat – czy Pana zdaniem to dużo, czy mało? Czy powinniśmy mieć ich więcej?

ŁŁ: Dużo więcej. Natomiast niekoniecznie musi to być dwa razy więcej. Bo też musimy produkować drewno, a w tej chwili drewno na materiał budowlany dojrzewa już często w wieku poniżej 100 lat, ponieważ drzewa mają większe przyrosty.

Natomiast powinniśmy stworzyć sieć starych drzew w lasach. Czyli niekoniecznie cały las musi być stary, ale po prostu w krajobrazie leśnym powinno się chronić pojedyncze drzewa np. na granicach własnościowych między oddziałami leśnymi, czyli między działkami leśnymi. 

LNZ: Dlaczego takie lasy warto chronić? Czy na dojrzały, bogaty gatunkowo las można powiedzieć, że jest swoistą kapsułą czasu?

ŁŁ: Tak, poniekąd są kapsułą czasu. Pamiętajmy, że stare drzewa np. mają też bardzo bogaty system połączeń mikoryzowych z grzybami. Zachowując nawet pojedyncze stare drzewa, ułatwiamy potem rekolonizację niektórych gatunków grzybów w młodszym lesie.

Ogólnie w starych drzewach jest dużo różnego rodzaju dziupli, pęknięć i tam też bogactwo gatunkowe różnych grup organizmów jest większe. Stare drzewa mogą też być w krajobrazie otwartym, czyli niekoniecznie stare okazy muszą znajdować się w lesie. I wtedy takie bardzo stare drzewo mające 300 czy 500 lat, często jest to dąb, jest osobnym ekosystemem.

My popełniamy ten błąd, że traktujemy las jako jednostkę, która ma dużą powierzchnię. Tymczasem mogą być bardzo cenne fragmenty bardzo małych lasów, takich mikrolasów, pojedyncze drzewa, czy grupy kilku starych drzew, które mogą mieć fenomenalnie wysoką bioróżnorodność.

LNZ: Na jakich krajach możemy się Pana zdaniem wzorować pod kątem zachowanie naszego przyrodniczego dziedzictwa – czy są rozwiązania, których brakuje w naszym systemie ochrony przyrody? 

ŁŁ: Nie wiem, czy możemy się wzorować na jakimś jednym kraju, ponieważ wiele krajów ma ciekawe rozwiązania i też wiele krajów zaczęło poważnie chronić swoje lasy, ale specyfika każdego kraju jest inna. Na przykład w Tajlandii poprzedni król stworzył wiele parków narodowych, w kilku częściach Tajlandii. Skutkiem czego w części terenów skalistych obowiązuje pełna ochrona. Ja bym także patrzył na Wielką Brytanię, która co prawda zniszczyła swoje lasy budując okręty do tworzenia kolonii. Natomiast panuje tam wielki szacunek dla starych drzew i zagęszczenie starych dębów jest tam około 15-krotnie większe niż w Polsce. To właśnie pokazuje potencjał – o ile więcej starych drzew możemy mieć w Polsce.

Ja bym powiedział, że możemy mieć 10 razy więcej starych drzew i na przykład, w przestrzeni miejskiej nie powinno się wycinać absolutnie żadnego drzewa które ma 80 lat. Wszystkie te drzewa powinny być pielęgnowane, a jeśli nawet są chore, to ewentualnie ich korona powinna być redukowana. I kiedy już zupełnie zamrą powinno się jeszcze zostawić takie ‘ostańce’, czy ‘świadków’ dwumetrowej wysokości.

LNZ: Jesteśmy w momencie w historii, w którym zaczynamy już nie tylko zauważać, ale też dość boleśnie odczuwać zmiany klimatyczne – odczuwają je także lasy – jak one poradzą sobie w nowych warunkach klimatycznych? 

ŁŁ: Oczywiście nie wiadomo jeszcze na ile ten wzrost temperatury nastąpi, ale rzeczywiście zmiany są dramatyczne. Mamy choćby przykłady zamierania – szczególnie starych drzew, w tym starych dębów – od wierzchołków. Wystarczy popatrzeć na Rogalin, gdzie mamy setki martwych starych dębów. Nie wiadomo dokładnie jaki czynnik to powoduje, ale przypuszczalnie właśnie obniżenie poziomu wód gruntowych. Mamy także zamieranie jodły spowodowane masowym występowaniem jemioły jodłowej. I jest to naprawdę bardzo poważny problem w lasach karpackich.

Młode drzewa świetnie się adaptują do tej niewielkiej zmiany klimatu. Może się na przykład okazać, że inne gatunki mogą uzyskać dominację, przykładowo na siedlisku w Karpatach na pogórzu czy w niższych częściach regla dolnego na przestrzeni 100 czy 200 lat znikną lasy jodłowo-bukowe i zostaną zamienione np. w lasy bukowo-dębowo-grabowe albo w lasy grabowo-lipowo-klonowe. Nie wiemy dziś dokładnie w którą stronę ta zmiana się potoczy, więc musimy patrzeć na to, co się odnawia i ogólnie wspierać drzewostany wielogatunkowe.

Dlatego, że taki drzewostan, który będzie miał np. 10 gatunków drzew, będzie bardziej plastyczny. I gdy np. 1, 2, czy 3 gatunki zaczną rosnąć gorzej lub zamierać, to pozostałe sobie świetnie poradzą. Oczywiście taki drzewostan gospodarczo trudniej prowadzić, bo trudniej kalkulować wszystkie zabiegi ekonomiczno-leśne.

LNZ: A jak Pana zdaniem będą wyglądały lasy przyszłości – za 100, 200 lat? 

ŁŁ: Mam nadzieję, że będzie więcej starodrzewów, więcej martwego drewna i oczywiście zmieni się skład gatunkowy. Zresztą zmiany klimatyczne następowały też spontanicznie, bez udziału człowieka i też do końca nie rozumiemy w tym procesie wszystkiego. Były okresy w średniowieczu, kiedy klimat był taki jak teraz, a może nawet cieplejszy. Były okresy ochłodzeń, w których klimat był surowszy, występowały większe mrozy i śniegi. Natomiast jeśli obecny trend się utrzyma, to będziemy mieli roślinność leśną, która będzie mierzyć w kierunku tego, co mamy obecnie na Węgrzech, w Chorwacji, w części kontynentalnej, ewentualnie w okolicach Wenecji we Włoszech.

LNZ: Czy Pana zdaniem dziś rozwiązania prawne dla przyrody, mam na myśli choćby NRL, nadążają za potrzebami? Jak Pan to ocenia?

ŁŁ: Nie, nie nadążają. Dużym problemem jest właśnie to, że tworzy się rezerwaty, które często ograniczają wstęp dla miejscowej ludności. Powinniśmy tworzyć więcej rezerwatów, ale takich, w których dopuszczalny jest zbiór grzybów, a może nawet niektórych ziół. Tworzyć rezerwaty krajobrazowe, po to, żeby nie było konfliktu z lokalną społecznością. W tym temacie jest zbyt mało zrozumienia potrzeb społeczeństwa. 

LNZ: Najwyższą formą ochrony w Polsce są parki narodowe i rezerwaty ścisłe – w których człowiek ma ograniczone możliwości przebywania. Czy Pana zdaniem lasy dla natury, mogą być też lasami dla człowieka, lasami otwartymi? 

ŁŁ: Brakuje mi formy ochrony pomiędzy rezerwatem ale lasem społecznym, takie rezerwatu po którym można chodzić, zbierać grzyby ale nie wpuszcza się tam leśników ☺. Brakuje takiej puszczy dla człowieka. To nie muszą być duże fragmenty, ale ważne, żeby były usytuowane koło dużych aglomeracji. 

LNZ: W jednym ze swoich wystąpień wnioskował Pan kiedyś, żeby każda gmina miała swój mikro rezerwat – m.in. po to, by mieszkańcy mogli obserwować naturalne procesy, różnorodną przyrodę i jej zachwycające połączenia. Czy Pana zdaniem to właśnie bliskie doświadczanie natury jest kluczem do zmiany tendencji porządkowania przyrody? Czy jest Pan zwolennikiem edukacji przez doświadczenie?

ŁŁ: Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby było dużo rozproszonych małych rezerwatów, bo z tych miejsc łatwiej kolonizować potem gatunkom otaczające je tereny. Co z tego, że zrobimy kilka dużych rezerwatów czy parków narodowych, jeśli potem mamy 100 kilometrów biologicznej pustyni? Potrzeba nam jak najwięcej takich nawet kilkuarowych czy kilkuhektarowych powierzchni, które są ostojami przyrody. To jest bardzo ważne.

„Tymczasem wiele układów w przyrodzie może mieć charakter fraktalny, może mieć pewną powtarzalność, pomimo pozornego chaosu.”

LNZ: Z jednej strony ludzie niewątpliwie mają silną potrzebę doświadczania natury, szukają jej, wielu i wiele z nas cierpi dziś na 'deficyt natury’, a z drugiej strony lubimy naturę porządkować, ustawiać w rzędach i przycinać. Świadczą o tym nasze ogrody, nasza sympatia dla przestronnych i uporządkowanych lasów gospodarczych, w których czujemy się bezpiecznie. Wydaje się, że boimy się tego pozornego chaosu i niepoukładania, który spotyka się w bardziej dzikiej naturze. Dlaczego chcemy tę naturę wokół nas tak silnie porządkować? 

ŁŁ: Nie wiem. To częściowo wynika z natury człowieka, który chce kontrolować swoją przestrzeń i np. chęć do posiadania wykoszonej trawy może wynikać z atawizmów, strachu np. przed wężami. My lubimy taką otwartą przestrzeń, gdzie widzimy potencjalny atak drapieżnika. Tym drapieżnikiem może obecnie być jakiś napastnik, który może kobietę zaatakować w parku. Ludzie dziś także boją się np. kleszczy. Wydaje się, że jak trawa ma 30 cm, to tam siedzą kleszcze i tylko czekają na człowieka. Tymczasem także w bardziej wykoszonych trawie występują kleszcze, mogą też gromadzić się na krzewach, nie jesteśmy w stanie tego kontrolować. Natomiast rzeczywiście lubimy mieć kontrolę nad swoją przestrzenią.

Druga sprawa to system wychowania. Niestety cała edukacja jest oparta na tym właśnie niszczeniu chaosu, na tym, by owy chaos opanować, uporządkować. Jako dzieci uczymy się matematyki, czy choćby sprzątania, a za bałagan w pokoju jesteśmy karani. Natomiast las pierwotny, czy las dawny z dużymi drzewami ma, w sensie potocznym, układ trochę chaotyczny. Tymczasem wiele układów w przyrodzie może mieć charakter fraktalny, może mieć pewną powtarzalność, pomimo pozornego chaosu

To jest trochę tak, jak z muzyką. Ludzie, którzy nie znają się na muzyce, którzy mają kiepski słuch albo którzy za mało w tym siedzą – lubią muzykę prostą. Proste rytmy, łatwe do odczytania. A koneserzy muzyki lubują się w bardziej skomplikowanych melodiach. Podobnie jest z przyrodą. Przyrodnicy widzą w przyrodzie pewne wzorce, są obyci z tym chaosem, który ich nie przeraża, nie denerwuje, a wręcz go cenią. Tymczasem właśnie ludzie nieobyci z przyrodą, których całe życie tresowano prawie jak w więzieniu, u których wszystko musiało być posprzątane, poukładane i pod linijkę, będą prawdopodobnie tworzyć potem takie właśnie podobne krajobrazy.

Bliskie doświadczenie przyrody jest niezwykle ważne. Tylko niestety, system edukacyjny nie nadąża za tą potrzebą. Nie ma wykształconych nauczycieli i obawiam się, że jak zrobimy z tego jakiś skostniały system, to zniechęcimy dzieci do przebywania w przyrodzie, jeśli np. będą dostawali oceny z percepcji przyrody. Powinno się po prostu zabierać dzieci na różnorodne wycieczki. 

Praktykuję to ze swoimi studentami, nie dziećmi, ale z ludźmi dorosłymi, którzy studiują biologię czy dietetykę, na których prowadzę zajęcia. I np. na swoich zajęciach na biologii ciągle zabieram studentów na „wyprawy”. Są to często wycieczki małe, drobne: podróż z kampusu nad rzekę, wyjazd do lasu w okolicach Rzeszowa. I chodzi tu po prostu o samo doświadczenie i o samo uczenie. Zdarza się, że studenci czasem pokazują mi ciekawe ptaki, czy owady, po prostu wszystko ich interesuje i dzielimy się wiedzą.

Wychodzimy na wycieczkę, mamy zajęcia z dzikich roślin jadalnych, zbieramy właśnie jadalne rośliny, zbieramy grzyby, ale także patrzymy na inne organizmy, na owady czy na ptaki. Kiedyś wróciliśmy z takich zajęć o jadalnych grzybach z koszami pełnymi grzybów, one stały przy portierni i pani na portierni powiedziała, „Ja proszę pana pracuję 20 lat tutaj i pierwszy raz widzę, że uczą tutaj u was czegoś praktycznego”.

Udostępnij na:

Zobacz inne wpisy:

Co chcesz wyszukać?